środa, 15 lipca 2020

Świat Zofii, Jostein Gaarder

   Na "Świat Zofii" Josteina Gaardera natrafiłam zupełnie przypadkowo. I to był jeden z piękniejszych, książkowych przypadków w moim życiu. Początkowo, będąc po kursie filozoficznym, nie spodziewałam się po tej pozycji niczego zaskakującego. Jakże się myliłam. Książka zaskakuje i to bardzo. Przede wszystkim lekkością i przystępnością przekazu w jaki wprowadza nas w cudowny świat filozoficznych dociekań. To niewątpliwie zasługa autora, który ma piękny dar dzielenia się filozofią odziewając ją w oryginalną fabułę, którą czyta się lekko i przyjemnie. To połączenie z jednej strony warsztatu naukowego doktora filozofii, a z drugiej jego umiejętności literackich, nie musiało, ale zaowocowało ciekawą pozycją. Kończąc książkę z jednej strony nie mogłam wyjść z zachwytu, z drugiej zaś ogarnął mnie lekki smutek, gdyż taka książka powinna wpaść w moje ręce kiedy byłam dzieckiem. Wtedy, gdy zaczynają się pojawiać pierwsze pytania, z którymi trzeba się zmierzyć, żeby nie pozostać "głęboko w futrze królika" tylko spróbować "wspiąć się po jednym z cienkich włosków, żeby zajrzeć wielkiemu czarodziejowi prosto w oczy". Jednak, cytując klasyka, lepiej późno niż wcale.
      Polecam tę książkę wszystkim, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę z zakresu filozofii i szukają przystępnego wprowadzenia, tym którzy po kursie filozofii na studiach nadal nie za bardzo wiedzą o co chodzi jak i tym którzy mimo szerokiej znajomości tej tematyki mają problem z jej przekazywaniem. Wybierzcie się w cudowną podróż w głąb historii filozofii. Na pewno nie pożałujecie!

poniedziałek, 13 lipca 2020

Żywot Mateusza

    W pewne leniwe niedzielne popołudnie, słuchając muzyki genialnego Michała Lorenca na Youtubie, z boku wyświetlił mi się owy czarnobiały film. 1:16 h, "Mateusz jest dorosłym mężyczyzną z duszą dziesięcioletniego chłopca." - czytam w opisie i mówię sobie - wchodzę w to! Nie wiedziałam, że kiedykolwiek będę  tak wdzięczna algorytmom Youtuba.

 
  Tytuł filmu przywodzi na myśl mistyczne żywoty świętych chrześcijańskich.  Choć w filmie brak religijnych odwołań, myślę, że tytuł filmu nie jest przypadkowy. Żywot kojarzy się z czymś transcendentnym, przekraczającym zwyczajność, czymś przesiąkniętym duchowością, czymś nie z tego świata. Taki też jest właśnie żywot tytułowego bohatera - Mateusza. Nie jest on jednak nikim wyjątkowym, nie widzimy w jego życiu żadnych cudów, religijnych uniesień ani nie lewituje on jak byśmy tego chcieli od porządnego mistyka przekraczającego prawa przyrody. Co więcej, przez miejscowych traktowany jest jak prostaczek, z zwyczajną pobłażliwością. Mimo braku nadprzyrodzonych zjawisk, w życiu bohatera nie brakuje mistycznych uniesień. Wszystko za sprawą przyrody, której bohater czuje się częścią niczym pogański, prymitywny człowiek. Poznajemy sekretne życie Mateusza, jego nadwrażliwość na piękno przyrody czy zwyczajne ludzkie sytuacje. Dla Mateusza nic nie jest zwyczajne. Przelatujący przez wieś ptak jest najważniejszym wydarzeniem dnia, a barwy upierzenia urastają do rangi cudu. Przewożąc pasażera przez rzekę, czuje radość niczym dziecko. Mateusz żyje w świecie, ale zdaje się, że jest gdzieś obok ludzi i ważnych spraw tego świata. Nie ma stałej pracy, ciągle odrywa się od zajęć, nie może się zakorzenić. Beztroskiemu mężczyźnie nie potrzeba nic do szczęścia oprócz przyrody, a z prostych chwil stara się czerpać pełnymi garściami.

     
    Zdrada siostry burzy starożytny epikureizm bohatera. Tak, Matis czuje się zdradzony. Człowiek, któremu pomógł zajął jego miejsce. W silnym gniewie podejmuje ostateczną decyzję. Postanawia umrzeć. W tym kulminacyjnym dla filmu momencie Mateusz pokazuje najbardziej ludzkie uczucie. Ogromne cierpienie przeradza się w gniew. W najtragiczniejszych momentach życia bohaterowi stale towarzyszy przyroda, która jak krwawiąca brzoza, współodczuwa razem z nim. Kres cierpieniu bohatera kładzie jeden z żywiołów. Przyroda przez całe życie dawała mu energię, ostatecznie przynosi mu śmierć po czym przyjmuje ponownie na swoje łono.

     Główny bohater na pewno nie jest normalnym człowiekiem, ale nie możemy go nazwać nieludzkim. On właśnie wydaje się być najbardziej ludzkim ze wszystkich ludzi. Z uczuciem podchodzi do uroków przyrody i zwyczajnego życia. Nie rozumie i nie chce żyć w konwencji, która stworzyli sobie ludzie.  Jest sobą. Czuje całym sobą zarówno zachwyt jak i gniew. A przy tym wszystkim jest szczęśliwy.

   Żywot Mateusza to jeden z tych filmów dzięki którym mogę powrócić w beztroski czas dzieciństwa. Piękne kadry suwalskiej przyrody wraz z muzyką Corellego przenoszą mnie w marzenia senne. Jednak jest on dla mnie czymś więcej. Przypomina mi, że na świat trzeba patrzeć tak jak robi to Mateusz. Odkrywam w tym filmie cząstkę siebie, bo sama mam wiele z tytułowego bohatera. Wrażliwość i prostota, która dominuje w jego życiu zdaje się być zapomnianym przepisem na szczęście. Przyrodą trzeba żyć, ale trzeba ją też szanować, bo ostatecznie, to ona przyjmie każdego z nas. O tym przypomina nam ten film.

piątek, 3 lipca 2020

chwila dla sztuki

   Czym jest dla mnie sztuka? To rodzaj sublimacji - który przekształca wewnętrzną egzystencję w nowy twór. To pobudzenie refleksji nad życiem i tym co nas wypełnia. Nie ważne czy to obraz, dźwięk czy słowo oraz czy jest się twórcą czy odbiorcą, dzięki sztuce możemy wyrazić targające nami emocje i zbadać nasze aktualne miejsce w różnorodnym repertuarze ludzkich postaw, stanów i uczuć.

     Jednak trudniej chyba o bardziej subiektywną kwestię niż  o d b i ó r  dzieł sztuki. Oceniamy je głownie przez pryzmat własnych doświadczeń i poglądów. Toteż zawsze z mieszanymi uczuciami podchodzę do tych mniej czy bardziej przychylnych opinii na temat jakiegoś dzieła. Według mnie nie ma dobrego czy złego filmu, książki, utworu muzycznego. Wszelkiego rodzaju rankingi, konkursy, nagrody nie są dla mnie żadnym miernikiem. Jest tylko dobry film i zła książka dla mnie lub dla Ciebie w określonym momencie życia. Wszystko zależy od naszych przeżyć, przemyśleń i własnych zamiłowań. Ta sama książka, którą z katorgą przeczytaliśmy mając piętnaście lat, za kilka lat może oświetlić nam kilka spraw i spojrzymy na nią bardziej przychylnym okiem.
  
      Kluczowym słowem jest też  dla mnie  i n t e r p r e t a c j a.  Myślę, że jeden film obejrzany przed dziesięciu różnych ludzi to dziesięć różnych filmów. Ten sam obraz na który patrzy dwudziestoletni młody chłopak może być zupełnie innym obrazem niż ten na który patrzy sędziwa staruszka. Wszystko jest w oku patrzącego. I uważam to za  niewątpliwą zaletę sztuki. Dowolności jej interpretacji ma niezwykłą moc. 

Tutaj będę się dzieliła moimi przemyśleniami i interpretacjami. Może znajdziesz coś dla siebie. Zapraszam :)

Małe kobietki

Po obejrzeniu zwiastuna myślałam, że to kolejny film w stylu Meridy walecznej pokazującej, że kobieta nie taka niemęska jak ją malują. Nie m...